Tamtego lata w babcinym ogrodzie

Opublikowane w Szydełkowanie przez dnia 30 września 2016 22 komentarze

Pisałam już tu i ówdzie, że jesień to moja ulubiona pora roku. Najbarwniejsza, najbardziej inspirująca i twórcza. Pewnie wiele osób, które upiększają świat swoim rękodziełem, myśli podobnie. Ale czas, który właśnie na dobre się zaczyna, jest dla mnie szczególny z jeszcze jednego ważnego powodu. Jesienna aura i jej melancholijny klimat zwykły budzić we mnie różne bliższe i dalsze wspomnienia. Sentymentalna jestem z natury. Z każdym rokiem chyba coraz bardziej. Cóż na to poradzę…

Nigdy nie miałam dość cierpliwości i wytrwałości, by regularnie pisać dziennik. Dlatego to ulubione przedmioty stały się dla mnie szkatułkami pamięci. Również te wykonane własnoręcznie, przede wszystkim wydziergane szydełkiem, w różnych okolicznościach i momentach życia. I być może właśnie z tego powodu tak trudno mi jest rozstawać się z moimi nicianymi lub koralikowymi „dziećmi”.

Przez wiele lat, od tych szczenięcych zaczynając, aż po studenckie, kolejne wakacje spędzałam u Babci. W starym, bo zbudowanym jeszcze przed wojną, domu. I oczywiście w jej pulsującym kolorami, smakami i zapachami ogrodzie. Do dziś śni mi się skąpany w miodowej poświacie zachód słońca, widziany przez okno pokoiku na piętrze. I maliny, na które szło się w głąb istnej kolczastej dżungli.

Babcia z zawodu była krawcową. Pewnego lata, gdy już ochoczo i całkiem sprawnie wywijałam szydełkiem, pozwoliła mi pobuszować w swoich zasobach. Oprócz niezliczonych skrawków rozmaitych materiałów, guzików, igieł i haftek miała również sporo różnych nici. W jednym z pudełek odkryłam wówczas kilkanaście niedużych szpulek kordonka w niesamowitym, szmaragdowym odcieniu zieleni. Babcia nigdy z niego nie skorzystała, a nawet nie pamiętała, gdzie, kiedy i w jakim celu go kupiła. Widząc zachwyt i radosny błysk w moich oczach bez wahania zrzekła się tego małego skarbu.

Tamtego lata w babcinym ogrodzie, a właściwie małym sadzie, w cieniu starych śliw i jabłoni, zaczął powstawać okrągły ażurowy obrus, który chciałabym Wam dziś pokazać. Jego serce to rozchylający swe długie płatki kwiat, otoczony gęstą siatką, wykonaną z pikotków i oczek łańcuszka. Dziergając tę część posłużyłam się, pozmienianym wedle potrzeb, schematem, pochodzącym z jakiejś robótkowej gazetki. Reszta powoli rosła i rosła, metodą radosnych eksperymentów, licznych prób i błędów.

Cały obrus ma średnicę 101 cm. W ostatnim okrążeniu łuki z oczek łańcuszka, wieńczące ażurowe muszelki, ozdobiłam garścią drobnych zielonych szklanych koralików, w odcieniu o ton bądź dwa jaśniejszym od samej robótki. Ten niezwykły kolor zapewniła jej nić bawełniana rodzimej firmy Odra (niestety etykieta z parametrami gdzieś się zapodziała). Machałam szydełkiem o grubości 1,1 mm. Dziś wiem, że odrobinę zbyt grubym do tej nitki, dlatego sploty wyszły umiarkowanie zwarte.

Podłoga to może nie najlepsze miejsce dla koronkowego obrusa, ale niestety nie posiadam okrągłego stolika, na którym mogłabym godnie wyeksponować i uwiecznić wszystkie jego wdzięki. Na oknie też nie mam jak go powiesić. A wyglądałby wtedy naprawdę ciekawie. Wiem, ponieważ kilka lat temu, na wystawie moich prac, wisiał w wielkim oknie, rozpięty, niczym pajęczyna. Ze wspomnieniami jednak się nie dyskutuje. Trzeba je chwytać, zanim odfruną gdzieś jak babie lato…

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, możesz go polubić, skomentować i/lub polecić znajomym. Dziękuję!

Tagi: , , ,

Komentarze (22)

  1. Monika Majda pisze:

    Piękny kolor. Piękna serweta!
    Babcine skarby są na wagę złota…sentymentalne, ukochane i rozczulające.

  2. Piękny obrus, cudowny kolor, wspaniałe wspomnienia. 🙂

  3. Izabela Rajter pisze:

    Piękny kolor 🙂

  4. IwoN(IT)KA pisze:

    Piękna historia, ja czytając ją malowałam sobie w głowie obraz, taki wielki, prawdziwy (na co dzień nawet kreskoludka nie umiem ładnego narysować, także farb nie tykam). Obrus, no cóż, nie pozostaje Ci nic innego jak nabyć okrągły stolik 😀 jest przepiękny 🙂

    • Arachne pisze:

      Oj tam, oj tam, aż obraz?! 😉 Bardzo mi miło. 🙂 Co prawda w piwnicy drzemie stolik po babci męża, ale to rozchybotany staruszek do remontu. A w naszym „kieszonkowym” mieszkaniu i tak nie byłoby go już gdzie postawić.

  5. Kazia Wojciechowska pisze:

    Piękna i delikatna.

  6. Elżbieta pisze:

    Bardzo ładna serweta i wspomnienie. Też uzbierałam sporo „skarbów”, może moja wnuczka się nimi nacieszy. Pozdrawiam serdecznie.

  7. Joanna pisze:

    Jaki ogromny. Podziwiam za wytrwałość, kolor śliczny!

  8. Zuzanna Kiewel pisze:

    Wowwwww

  9. Ewelina Smak pisze:

    Prześliczna

  10. Piękna serwetka i opowieść, a kolor cudo.

Zostaw ślad po sobie!