Męska sprawa

Opublikowane w Szydełkowanie przez dnia 24 maja 2016 14 komentarzy

Jakiś czas temu Pan Mąż złożył u mnie specjalne zamówienie. Ponieważ na co dzień używa przynajmniej kilku pendrive’ów i ciągle gdzieś mu się zapodziewają, chowając się po zakamarkach plecaka, zażyczył sobie, bym wykonała jakieś schowanko na niesubordynowany sprzęt. Pierwotnie, według mężowskiego pomysłu, miał to być zwykły woreczek ze ściąganymi troczkami, jednak po wnikliwych konsultacjach ustaliliśmy, że lepsze będzie jednak wygodnie zamykane etui.

Do jego wykonania doskonale nadał się mocno skręcony i nierozciągliwy bawełniany włoski kordonek Lana Gatto Cable’ 8 (50 g/283 m) w minimalistycznym odcieniu szarości. By jak najbardziej zacieśnić sploty i tym samym usztywnić wszystkie części robótki, użyłam szydełka nieco cieńszego niż zazwyczaj do tej nici, czyli o grubości 1,25 mm, zamiast 1,3 mm. Samo dzierganie zaś trwało kilka wieczorów, bo nasz projekt już w trakcie pracy uległ paru niezbędnym modyfikacjom i ulepszeniom.

Nieco czasu zajęło mi również dobranie łatwego w obsłudze i jak najtrwalszego zapięcia. Po kilku próbach doszłam do wniosku, że oba te warunki najlepiej spełni klasyczny rzep. Nie miałam jednak takowego w swoich zasobach (jak to w ogóle możliwe?!). Ale pamiętałam, że widziałam spory zapas rzepów gdzieś w krawieckim skarbcu mamy. Rozpoczęły się więc poszukiwania. Przez dłuższy czas nie przynosiły rezultatów. Na szczęście bezcenny półprodukt trafił wreszcie w moje ręce.

Jednak to wcale nie był koniec kłopotów. Nigdy nie spodziewałabym się, że ręczne przyszycie rzepu do, co prawda dość grubej, dzianiny będzie mi szło tak opornie! Palce pokłute, igła powyginana, poziom stresu zamiast spaść, jak to zwykle przy robótkach, podskoczył gwałtownie… Jednak, pomimo powyższych strat „w sprzęcie i w ludziach”, cała ta operacja zakończyła się sukcesem.

Ekstremalne krawiectwo na szczęście nie skończyło się dla mnie kalectwem. Samo etui zaś, poddane przez swego nowego właściciela surowym testom na wytrzymałość, przetrwało i dzielnie mu służy. Niniejszym koniec z nerwowym przetrząsaniem plecaka i złowrogim burczeniem pod nosem! Szeroki uśmiech Pana Męża i mój niezmącony święty spokój – rzecz jasna absolutnie bezcenne…

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, możesz go polubić, skomentować i/lub polecić znajomym. Dziękuję!

Tagi: ,

Komentarze (14)

  1. Quanna pisze:

    Bardzo stylowe! Super pomysł z takim etui na pendrive`y, moje też zawsze się gubią a potem znajdują gdzieś po całym domu 😛

  2. Arachne pisze:

    Dziękuję. 🙂 Dowód na to, że nawet w temacie szydełkowania małżeńska zgodność się przydaje. 😉

  3. Agata Z-r pisze:

    Mam nadzieję, że Pan Mąż jest zadowolony 😀 chociaż gdyby nie był to domyślam się, że etui mogłoby się gdzieś zapodziać…

  4. Arachne pisze:

    Zadowolony i używa, więc o zapodzianie się nie muszę się martwić. 😉

  5. Łukasz Ratajczak pisze:

    Spisuje się doskonale!

  6. Arachne pisze:

    Bardzo się cieszę. 🙂 O to chodziło! 🙂

  7. ampka pisze:

    Fajnie wyszło! I najważniejsze, że mąż jest zadowolony 😀

  8. Arachne pisze:

    Dziękuję. 🙂 Bardzo zadowolony! Mówił, że z dumą pokazywał etui w pracy.

  9. Świetne etui, fantastyczny pomysł! Ja tez mam kilka pendrive`ów, które zajmują mi sporą cześć kosmetyczki. Przyznaję się bez bicia, że pewnie podkradnę pomysł. 🙂 Pozdrawiam

  10. Arachne pisze:

    Dziękuję. Owoc małżeńskiej „burzy mózgów”. Podkradać nie pozwalam, co najwyżej inspirować się! 😉 Pozdrawiam

  11. Shonali pisze:

    Eleganckie wyszło 🙂 Podziwiam za walkę z rzepem 😀

  12. Arachne pisze:

    Dziękuję. 🙂 Po prostu trzeba to było dokończyć.

  13. kati k pisze:

    Porządek musi być 🙂 Bardzo eleganckie wykonanie 🙂

  14. Arachne pisze:

    Dziękuję, starałam się. 🙂 Dokładnie tak! Zwłaszcza w małym mieszkaniu, bo inaczej zasypałaby nas chomików lawina rzeczy. 😉

Zostaw ślad po sobie!