Ażurowa chusta na wszystkie pory roku

Opublikowane w Szydełkowanie przez dnia 27 marca 2021 4 komentarze

Pracę nad nią zaczęłam jeszcze w styczniu. Jednak inne robótki, a przede wszystkim spore zmiany oraz nowe wyzwania, jakie przyniósł początek roku, znacząco spowolniły dzierganie. W międzyczasie skończyła się mroźna, śnieżna zima. Nastało kapryśne, lodowate i mokre, choć na szczęście dość krótkie przedwiośnie. Wraz z ostatnimi oczkami odliczałam już dni do wiosny. Kiedy chusta była gotowa, musiała jeszcze chwilę poczekać na sesję zdjęciową, by móc wreszcie pokazać się na blogu.

Wykonałam ją z czteronitkowej, cieniowanej, w równych proporcjach bawełniano-akrylowej włóczki McLana (375 m/100 g), niemieckiej firmy Garn Manufaktur. Zmieniające się stopniowo i łagodnie, po jednej nitce kolory, przywołujące bardzo apetyczne skojarzenia, przechodzą od śmietankowej oraz maślanej bieli, poprzez kawę z mlekiem, toffi oraz mleczną czekoladę, aż po mus i lody jagodowe.

Ładny i niezbyt trudny do zapamiętania, prawdopodobnie bezimienny wzór, złożony z delikatnych wachlarzy w otoczeniu siatki ażurowych łuków, znalazłam w Internecie. Wykończenie jest bardzo proste. Ostatni rząd, tworzący górną krawędź trójkąta, obrzuciłam jedynie szeregiem półsłupków dzierganych.  Zaś z resztek włóczki, podebranych z każdego koloru, zrobiłam trzy puszyste chwosty.

Chusta jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku. To dość istotne dla mojej często podatnej na przebodźcowanie skóry. Mam nadzieję, że okaże się również solidna i wytrzymała, nie zmechaci się, ani nie pozaciąga zbyt szybko. Ponieważ nie jest przesadnie gruba, za to łatwa do układania i wiązania na różne sposoby, powinna sprawdzić się zarówno jako jesienny bądź zimowy szal, jak i ciepłe, ale przewiewne okrycie, w sam raz na nieco chłodniejsze wiosenne, a nawet letnie poranki lub wieczory.

Co prawda na razie pora na krótką przerwę, ponieważ przydałoby się kilka świeżych, wiosennych, wielkanocnych dekoracji, ale do dziergania chust z pewnością i dużą radością niedługo powrócę. Pan Mąż od pewnego czasu przy każdej okazji uszczęśliwia mnie kolejnymi wielobarwnymi „kokonkami,” trzeba więc wreszcie spożytkować następną tęczową piękność. Pytanie tylko, który motek i jaki wzór tym razem wybrać? I już bardziej prozaicznie: jak dogonić i uchwycić ten wiecznie umykający czas…

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, możesz go polubić, skomentować i/lub polecić znajomym. Dziękuję!

Tagi: , ,

Komentarze (4)

  1. Agata ZetEr pisze:

    Ale ładna.

  2. Inka Żurawska pisze:

    Cudo.

Zostaw ślad po sobie!