Gdzie jestem, gdy mnie tu czasem nie ma?

Opublikowane w Aktualności, Szydełkowanie przez dnia 10 października 2017 11 komentarzy

Jeśli w miarę regularnie zaglądacie do mojej wirtualnej szuflady z robótkami, pewnie zauważyliście, że dość dawno mnie tu nie było. Na dodatek wakacje od blogowania zbiegły się w czasie z nieplanowaną, ale konieczną przerwą techniczną. Strona działa już bez problemów. Mnie jednak nadal niespieszno do powrotu ku wirtualnej rękodzielniczej rzeczywistości. Niżej w paru słowach wyjaśniam dlaczego.

Nie raz już pisałam na blogu o tym, że w ciągu dnia, zarówno w tygodniu, jak i w weekendy, mam niewiele czasu na regularne rozwijanie własnych pasji i zainteresowań. A nocna twórczość w moim przypadku zupełnie nie zdaje egzaminu, odbijając się tylko negatywnie na zdrowiu i samopoczuciu. To absolutnie nie jest skarga, czy użalanie się nad sobą! Doskonale rozumiem, że większość ludzi ma podobny problem. Ale po prostu wreszcie zdałam sobie  sprawę z tego, że nie jestem w stanie chwycić wszystkich przysłowiowych srok za ogony. I jeżeli już muszę wybierać, to zdecydowanie wolę spędzić wolny skrawek popołudnia czy wieczoru z szydełkiem lub igłą, a nie z myszą komputerową w ręku.

Poza tym urósł we mnie lekki bunt przeciwko temu, co obserwuję w świecie rękodzieła, w tym również w krainie robótek szydełkowych. Gdzie się nie obejrzę, wszędzie mniej lub bardziej zdolne amatorki artystycznego dziewiarstwa swoją miłość do szydełek i drutów, nitek, włóczek lub sznurków zamykają w profesjonalnych pracowniach, obowiązkowo przekuwając tę pasję w biznes i brzęczącą monetę…

Pewnie nie ma w tym nic złego, oczywiście o ile za ekonomią idzie prawdziwy talent i profesjonalizm. Wiadomo, że czasy są ciężkie, więc niby każdy powinien radzić sobie tak, jak potrafi… Przez chwilę również snułam takie merkantylne plany. Ale, przynajmniej na razie, wiem, że to nie dla mnie. Praca na akord, negocjacje z kapryśnymi klientami… Być może jeszcze kiedyś do tego „dorosnę”, ale na razie zdecydowanie wolę, by szydełkowanie było dla mnie jedynie wytchnieniem, a nie drugim zawodem.

A skoro moje przemyślenia spłynęły już po klawiaturze komputera i poszły sobie „w eter”, wracam do swojego robótkowego kącika. Pomysłów i rozpoczętych projektów mi nie brakuje, więc prędzej czy później coś dokończę i pokażę. Ale bez żadnej presji i pośpiechu. We własnym tempie. Po swojemu…

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, możesz go polubić, skomentować i/lub polecić znajomym. Dziękuję!

Komentarze (11)

  1. Ewa Wiączek napisał(a):

    Cudnie! 🙂

  2. Mag Esz napisał(a):

    O rany! Właśnie mi przypomniałaś o mojej poduszce! Od dwóch lat leży niedokończona a ten sam wzór robiłam he he. Fajna wyszła!

    • Arachne napisał(a):

      Wzór róż to adaptowany na potrzeby szydełka motyw na haft krzyżykowy. Druga poduszka ma wzór przerabiany ze schematu na serwetkę. Obie powstały jakieś osiem, dziewięć lat temu…

  3. Kazia Wojciechowska napisał(a):

    Ale piękne.

  4. Iwona napisał(a):

    Ja tam nie chciałabym, żebyś znikała… Rozumiem Cię doskonale – sama w nocy nie potrafię pracować, myślałam, że jak będę miała taką możliwość, to będę siedzieć do północy, w ciszy i się relaksować – no way! I ja nigdy nie myślałam, żeby tworzyć robótki zarobkowo – nie chcę stracić tej pasji goniąc za pieniądzem. Sama prowadzę bloga i wiem, ile czasu zajmuje napisanie choćby jednego wpisu… Ale nie znikaj…

    • Arachne napisał(a):

      A już myślałam, że tylko ja mam ten problem… Podniosłaś mnie nieco na duchu. Spokojnie, ani myślę znikać całkowicie! Będzie mnie tu na blogu tylko trochę mniej i rzadziej. Tak jak obiecałam w ostatnich zdaniach wpisu – udziergam, to pokażę. Kiedyś… 😉 Pozdrawiam serdecznie. 🙂

Zostaw ślad po sobie!